Dlaczego?
: 15 czerwca 2007, o 15:29
Zapewne wiele osób na tym forum mogło by juz taki temat założyć.
Nie wiem, czy jest on tu potrzebny, jednak zaryzykuję.
Jeśli macie jakieś pytania, które pojawiły Wam sie w waszym życiu w związku z jakimiś przeszkodami, które z koleji były trudne do przebycia, to piszcie tutaj. Może troche otuchy tu wszyscy znajdziemy.
Zaczne od siebie; Dlaczego:
- Jak spotykam kogoś, kto chciałby miłości, kto już nie prosi, a żąda jej (a to np. z powodu takiego, iż jak jej nie dostanie, to jego mroczna alternatywa go przeraża. Kierunek > śmierć - lipa troche), dlaczego, jeśli ją mu chce ofiarować, to nie wierzy, to nie chce jej ode mnie, nie chce wsparcia, zamyka sie. Co robie źle? Daje coś, by nie zyskać nic w zamian, a może tylko to, co ktoś mi może ofiarować z własnej chęci.
- Gdy mówie komuś, że potrzebuje tego co moge mu dać, ten ktoś mieli mnie przez logike i powiada, że nie można kogoś kochać, jeśli sie tego nie umie? - Kocham dobrem/wsparciem/pomocą, czy musze kochać tak, jak chłopak dziewczynę?
- Gdy ktoś szuka zrozumienia we mnie, odnajduje go (przeważnie, chyba, że szuka poparcia w tym, jak to lubi krzywdzić innych, że jest to słuszne, to ma delete), ale gdy ja szukam tego samego w nim, to nie znajduje, to nie moge sie nawet dopukać do jego bram?
- Jeśli pracuje nad sobą od tylu lat, jeśli robie to ciągle sam, wspomagany jedynie, a dla niektórych "aż" przez energie źródła, bądź świetlną kompanię... Ktoś znów uważa, że mam wszystko czego mnie potrzeba (a potrzeba to temu, komu brakuje) i więcej nie musze mieć, więc od niego nie dostane.
Dlaczego ludzie biorą dobro i miłość na logike, a nie na serce?
Dlaczego ważniejsze są dobra materialne, od istot żywych?
Dlaczego musimy pracować sami nad sobą, zamiast robić to razem, wspólnie?
Dlaczego, żadne bramy nie otwierają sie na mnie, a gdy moje stoją otwarte, to nikt nie przechodzi?
Potrzeba być bogiem, by z ludźmi wytrzymać.
Nie wiem, czy jest on tu potrzebny, jednak zaryzykuję.
Jeśli macie jakieś pytania, które pojawiły Wam sie w waszym życiu w związku z jakimiś przeszkodami, które z koleji były trudne do przebycia, to piszcie tutaj. Może troche otuchy tu wszyscy znajdziemy.
Zaczne od siebie; Dlaczego:
- Jak spotykam kogoś, kto chciałby miłości, kto już nie prosi, a żąda jej (a to np. z powodu takiego, iż jak jej nie dostanie, to jego mroczna alternatywa go przeraża. Kierunek > śmierć - lipa troche), dlaczego, jeśli ją mu chce ofiarować, to nie wierzy, to nie chce jej ode mnie, nie chce wsparcia, zamyka sie. Co robie źle? Daje coś, by nie zyskać nic w zamian, a może tylko to, co ktoś mi może ofiarować z własnej chęci.
- Gdy mówie komuś, że potrzebuje tego co moge mu dać, ten ktoś mieli mnie przez logike i powiada, że nie można kogoś kochać, jeśli sie tego nie umie? - Kocham dobrem/wsparciem/pomocą, czy musze kochać tak, jak chłopak dziewczynę?
- Gdy ktoś szuka zrozumienia we mnie, odnajduje go (przeważnie, chyba, że szuka poparcia w tym, jak to lubi krzywdzić innych, że jest to słuszne, to ma delete), ale gdy ja szukam tego samego w nim, to nie znajduje, to nie moge sie nawet dopukać do jego bram?
- Jeśli pracuje nad sobą od tylu lat, jeśli robie to ciągle sam, wspomagany jedynie, a dla niektórych "aż" przez energie źródła, bądź świetlną kompanię... Ktoś znów uważa, że mam wszystko czego mnie potrzeba (a potrzeba to temu, komu brakuje) i więcej nie musze mieć, więc od niego nie dostane.
Dlaczego ludzie biorą dobro i miłość na logike, a nie na serce?
Dlaczego ważniejsze są dobra materialne, od istot żywych?
Dlaczego musimy pracować sami nad sobą, zamiast robić to razem, wspólnie?
Dlaczego, żadne bramy nie otwierają sie na mnie, a gdy moje stoją otwarte, to nikt nie przechodzi?
Potrzeba być bogiem, by z ludźmi wytrzymać.
