Sprzeczność w rozwoju duchowym
: 11 listopada 2015, o 18:16
Człowiek jest niewolnikiem wszystkiego co go otacza i samego siebie. Niewolnikiem życia, niewolnikiem innych ludzi i systemu, własnych nawyków i ograniczeń, świata materii i praw fizyki, logiki. Od zawsze władze chciały wmówić ludziom, że bogactwo jest niemoralne, a bieda szlachetna. Teraz nadal religie i pseudorozwój duchowy wmawia takie głupoty, a dla przeciwwagi wytworzył się biznes niepotrzebnych nikomu gadżetów, które ludzie kupują jako zamienniki szczęścia. Kasa to zamiennik tych zamienników, ale przede wszystkim zamiennik spraw codziennego życia. Na dodatek praca odbiera ludziom cenny czas, a zazwyczaj wraz z tym idzie intelekt, bo człowiek zmęczony po pracy nie ma czasu i siły się rozwijać.
Czy gdybym miał milion zł na koncie byłbym wolny finansowo? Nie. Do tego potrzeba biznesu, który przynosi dochód niezależnie od wszystkiego - czyli kilku takich biznesów. Potrzeba wolności od nałogów i zaspokojenia potrzeb seksualnych, zdrowia i możliwości samorealizacji. Potrzeba wysokiej samooceny (która w dużej mierze powstaje dzięki porównaniu z innymi, więc trzeba być lepszym).
To wszystko sprawia, że ludzkość podzielona jest na plebs i na osoby wartościowe. Problem w tym, że wielu współczesnych ludzi niezależnych finansowo to roboty do nabijania pieniędzy i lanserzy (ok, każdy woli buty lacoste od wytartych trampek, ale buty za pół miliona nie są nikomu potrzebne.
Czy istnieje obowiązek dzielenia się z ludźmi? Gdyby istniał to byłaby komuna. Jeśli jednak ktoś nie pomaga, to chorzy umierają, bo nie została im udzielona pomoc. Jeśli ktoś niszczy siebie to jest obciążeniem dla społeczeństwa, ale gdyby każdą taką osobę poddać eutanazji (eksperyment myślowy, a nie postulat), to nie byłoby gospodarki, nikt nie odwalałby roboty potrzebnej tym na szczycie. Czy kupując buty za 300 zł może powinienem kupić sobie za 100, a 200 dać potrzebującym?
Tu znów tworzy się sprzeczność, bo gdyby dawać potrzebującym zarobione pieniądze, to byłoby to dla nich niekorzystne, ale także demotywowałoby mnie to do pracy, bo stawałbym się niewolnikiem tych osób. Gdyby pomagać tylko chorym, to dlaczego akurat chorym (przecież raczej nie ich wina, jeśli nie ćpali i nie mieli nadwagi), a nie biednym (przecież nie ich wina, że nie potrafią być bogaci)? bo biedny nie umie dysponować pieniędzmi i traci motywację do pracy kiedy dostaje je za darmo. A chorzy z nadwagą czy inni niszczący swoje zdrowie? To też nie ich wina, że mają złe cechy i są źli (źli jako skrót myślowy, a nie jako całokształt człowieka, który może mieć też jakieś dobre cechy, choć raczej są one skorelowane ujemnie z tamtymi cechami).
Czy gdybym miał milion zł na koncie byłbym wolny finansowo? Nie. Do tego potrzeba biznesu, który przynosi dochód niezależnie od wszystkiego - czyli kilku takich biznesów. Potrzeba wolności od nałogów i zaspokojenia potrzeb seksualnych, zdrowia i możliwości samorealizacji. Potrzeba wysokiej samooceny (która w dużej mierze powstaje dzięki porównaniu z innymi, więc trzeba być lepszym).
To wszystko sprawia, że ludzkość podzielona jest na plebs i na osoby wartościowe. Problem w tym, że wielu współczesnych ludzi niezależnych finansowo to roboty do nabijania pieniędzy i lanserzy (ok, każdy woli buty lacoste od wytartych trampek, ale buty za pół miliona nie są nikomu potrzebne.
Czy istnieje obowiązek dzielenia się z ludźmi? Gdyby istniał to byłaby komuna. Jeśli jednak ktoś nie pomaga, to chorzy umierają, bo nie została im udzielona pomoc. Jeśli ktoś niszczy siebie to jest obciążeniem dla społeczeństwa, ale gdyby każdą taką osobę poddać eutanazji (eksperyment myślowy, a nie postulat), to nie byłoby gospodarki, nikt nie odwalałby roboty potrzebnej tym na szczycie. Czy kupując buty za 300 zł może powinienem kupić sobie za 100, a 200 dać potrzebującym?
Tu znów tworzy się sprzeczność, bo gdyby dawać potrzebującym zarobione pieniądze, to byłoby to dla nich niekorzystne, ale także demotywowałoby mnie to do pracy, bo stawałbym się niewolnikiem tych osób. Gdyby pomagać tylko chorym, to dlaczego akurat chorym (przecież raczej nie ich wina, jeśli nie ćpali i nie mieli nadwagi), a nie biednym (przecież nie ich wina, że nie potrafią być bogaci)? bo biedny nie umie dysponować pieniędzmi i traci motywację do pracy kiedy dostaje je za darmo. A chorzy z nadwagą czy inni niszczący swoje zdrowie? To też nie ich wina, że mają złe cechy i są źli (źli jako skrót myślowy, a nie jako całokształt człowieka, który może mieć też jakieś dobre cechy, choć raczej są one skorelowane ujemnie z tamtymi cechami).
